Quincy.

po to, żeby pociąć kogoś na kawałki, a potem zabrać ciało ze sobą. W głowie huczało jej od szalonych myśli. A jeśli ktoś dostał się do domu, to dlaczego alarm się nie włączył? Idiotko, drzwi na werandę nie są zamknięte. Najwyraźniej alarm nie został ustawiony. Oparła się biodrem o blat i zamknęła oczy. To wszystko nie miało sensu. A ona była śmiertelnie przerażona. Może kogoś zaprosiła? Ale kogo? I po co? A jeśli był to nieproszony gość, dlaczego Oskar nie szczekał i nie obudził sąsiadów? Oskar! Gdzie on jest? Zdjęta strachem, jeszcze raz spojrzała z przerażeniem na plamy na podłodze. Tylko nie pies... nie Oskar! Pokonawszy strach, wytarła twarz rękawem zakrwawionej koszuli i ruszyła w kierunku schodów. Zagwizdała cicho. Nic. Coś ścisnęło ją za gardło. Lepiej znajdź sobie coś do obrony. Tak na wszelki wypadek. Nie miała w domu broni, nigdy nie wierzyła, że pistolet zapewni jej bezpieczeństwo. Przygryzając wargi, chwyciła hantle, z którymi ćwiczyła zwykle przed telewizorem. Wolno posuwała się korytarzem i wytężyła słuch. Starała się usłyszeć coś poza szaleńczym biciem własnego serca. W domu panowała cisza. Spokój. Tak jakby nie groziło jej żadne niebezpieczeństwo. Weź się w garść. Postaraj się, Caitlyn. Nie pozwól, żeby sparaliżował cię strach! Zaciskając mocniej palce na swojej broni, zajrzała do drugiej łazienki. Pusto. Spocona ze zdenerwowania, powoli otworzyła drzwi kolejnej sypialni i serce zabiło jej mocniej. Jak zawsze, gdy zaglądała do pokoju córki. Ulubiony pluszak Jamie, króliczek z klapniętymi uszami, leżał oparty o poduszki na szerokim łóżku przykrytym ręcznie szytą narzutą w pastelowych kolorach. Sufit wciąż pokrywały świecące gwiazdy i chmurki, które namalowała dla Jamie. Ale pokój był pusty i pomyślała ze smutkiem, że zaczyna pachnieć stęchlizną i starością, przypominając o odejściu dziecka. Sto lat, Jamie... znów zabrzmiały jej w uszach fałszujące dziecięce głosy. Nie wchodź tam. Nie teraz. Zacisnęła na hantlach spocone palce. Pełna niepokoju wśliznęła się do swojego gabinetu. Biurko, stół kreślarski, komputer stały jakby nigdy nic, na biurku panował niewielki bałagan. Ale nikt nie czaił się w kącie ani w szafie. Odwróciwszy się, dostrzegła w ciemności jakąś postać. Nie! Straciła na chwilę oddech, zanim zdała sobie sprawę, że to jej własne odbicie w dużym lustrze wiszącym na drzwiach. Omal nie zemdlała. No, Caitlyn. Weź się w garść! Po cichu zeszła po schodach, palce lewej ręki przesuwała po poręczy, a prawą zacisnęła mocno na hantlach. Ale gdy zeszła na dół, nikt nie wyskoczył na nią z nożem. Nikt nie strzelał. Nie... Usłyszała krótkie głośne skrzypnięcie. Podeszwa skórzanego buta? Zamarła.
nieważne. Już nie. Przed laty bardzo go zranili tym romansem. Za drugim razem bolało już
telefon, teraz wędrowała między półkami, ciągle z komórką przy uchu. Zatrzymała się w
Ktoś jeszcze widział Jennifer czy raczej jej sobowtóra. Wreszcie.
kostnicy mieli też dziewiętnastolatka, który nad ranem dostał pięć kulek w klatkę piersiową.
– Powiem ci na miejscu. – Hayes się rozłączył, a Bentz został ze złym przeczuciem.
– Niech ci będzie. Nabrałaś mnie.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nagięłam zasady i majstrowałam przy procedurach
pomazany akt zgonu. Ani przez chwilę nie wątpił, że ta pochodzi od tego samego nadawcy. –
No pewnie, że nie.
A teraz ktoś celowo ściąga go do Los Angeles. Ani przez chwilę nie wątpił, że ten, kto
piwem. – Odpręż się, zjedz coś, a potem wrócisz tam i zabierzesz się od pracy ze zdwojoną
– Słodka – powiedział, mówił to szczerze.
– Wspominała o tym od niechcenia, na przykład: Wiem, że nigdy nie zobaczę Kristi na

Matwiej Bencjonowicz, co prawda, nie uważał się za człowieka o usposobieniu

drugiej wojnie światowej. Na szerokich trawnikach widniały ślady palącego słońca.
bardzo rzeczywista. Oddychał głęboko nocnym powietrzem, starał się myśleć logicznie.
oprzytomniała i wybrała Bentza. I byli razem bardzo szczęśliwi.

– Sekunda. Widziałeś może kobietę dzwoniącą z tej budki jakieś, bo ja wiem,

Sandy przyjrzała jej się z zainteresowaniem.
on tej nocy do celi pijaniusieńki. Nawet sam naoczny świadek nie mógł przysiąc,
Już ona mu pokaże. Do diabła, właśnie rzuciła w niego strzelbą i teraz miała do obrony

młody, o wiele młodszy niż Rick, którego znała, był dumny i przystojny w ciemnym fraku.

– Oprócz nas.
Darren.
– A ja przewielebności waszej na to nie słowami świeckiego autora, tylko zdaniem